| melgaerblog |
| ::księga
gości:: 2010 marzec 2009 lipiec 2008 sierpień 2006 listopad marzec 2005 grudzień listopad wrzesień czerwiec marzec styczeń 2004 grudzień październik wrzesień czerwiec maj marzec styczeń 2003 grudzień listopad wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec |
w piec minut. A zwykle je pisze godzine. Czasem pół - jak mam potok myśli. Teraz nie mam. Teraz Ona poszła do łazienki się kąpać w zimnej wodzie i właściwie... to notka, gdyby miała być zwykłym przelaniem myśli na "papier", bez ingerowania w nie, to byłaby o tym, jak bardzo chciałbym być teraz przy niej. iii. Móc zagrzać jej wode. Wykąpać się z Nią, a potem wygrzać w swoich objęciach pod kołdrą. I za piec minut bede czuł -tak mocno, że aż fizycznie, na całym ciele i w głowie - chęć przytulenia Jej, zmarzniętej... Jak Ją przytulam, No i. Pięć minut nie starczy. Jak Ją przytulam, to. hm. Jak opisać stan, w którym człowiek czuja sie... o. Jak we śnie. Wiecie, jednym z tych, które sa zbyt piękne, by sie spełnić, które sa tak piękne, że nawet jak je śnimy - to nasz zdrowy rozsądek sie wzburza i wola "toooo tylko sen. NIE MA TAK DOBRZE. HA.". I snimy je swiadomie- wiedzac ze to sen i czerpiac z niego ile sie da- poki jest, lub snimy bojac sie, ze zaraz sie obudzimy. Ja od kiedy Ją mam też sie bałem, że to sen. Cholera, naprwade jest piękniej niż we wszystkich snach. A to ze juz tak dlugo trwa i sen by sie dawno skonczyl? A tam. Sny moga trwac latami. Ale nie. Ja sie nie boje, ze to sen. Ona mi obiecala. A akurat Jej wierze. Wierze tak bardzo, ze wiem, ze gdybym jej zapytal we snie o to, czy snimy, to by powiedziala, ze tak. Mowi, ze nie. Wiec to sie dzieje NAPRAWDE. Ostatnio wole NAPRAWDE od TO TYLKO SEN. A pomyslec, ze kiedys mowilem, ze wydarzenia ze snow w nizcym nie ustepuja rzeczywistosci, ze sa rownie wazne, rownie...PRAWDZIWE. Teraz... Teraz to jest bez znaczenia. Bo teraz mam Ją i w snach i naprwade. Choć- wole to naprwade. Tak jakoś. Bo trzeba wyjść z jaskini, czy coś. Jakistam tak mowil. Jemu nie wierze, ale niech mu bedzie, skoro go nie oblalem. melgaer 2010-03-24 21:09:52 skomentuj (0) Siódmy lipca dwa tysiące dziewiątego roku. Siódmy lipca dwa tysiące dziewiątego roku. "po co sie tak przygotowujesz? -logujesz sobie i piszesz - dziiis jadlem pomidorowa, wieczorem wyjde z psem, a pozniej pojde spac." No własnie. Mój zwykły dzień. Tak cholernie rózny od tego, co rok temu bym napisał: " Budze się rano i myśle ile jeszcze mogę pospać. W końcu zwlekam się z łóżka, sprawdzam z ciekawości godzine na zegarku i ide do łazienki. Patrze na swoje dlugie włosy i brode i myśle, że już nie pora znów sie troche podgolić. Potem sobie mija dzień i następuje wieczór. Albo ide z przyjaciółmi na piwo, albo siedze w domu i sie obijam- połkne co jakiś czas pare książek, zobacze jakiś film, pójde na kort, na żagle blablabla zadam sobie pytanie o to jak to jest, ze jest coś, a nie nic. W końcu nie bacząc na wszystko i wszystkich ide spać, jak mi sie zachce. Tak miedzy 22 a 7 rano. niby wszystko ok, ale jest jakoś nijak" Siódmy lipca dwa tysiące dziewiątego roku. Wstaje rano i patrze na telefon. Nie z ciekawości. Patrze czy coś tam jest- jeśli tak, to odpisuje, jeśli nie, to sam pisze. Ide do łazienki i patrze w lustro. Jest wystarczający burdel na głowie? Jest. Cholera. Rok temu nawet za 1000 naszych polskich zlotych bym sie nie dał obciąć, a teraz latam z tym z czym latam na glowie. Nie narzekam, dobrze to to wygląda, lepiej niż te długie cosie, ale ciekawe jak to sie stało, że je obciąłem, prawda? To musiało być coś cholernie ważnego. O jasny gwint. Nie mam brody. Ale sie porobiło. No dobra. to sie golimy, żeby nie zarosnąć, skoro już i tak jej nie ma. Dobrze mi bez niej, ale swoja drogą to też ciekawe co to się z kolei z tą tą stało -przecież sam sobie tego nie wymyśliłem, a z zasady jestem oporny na próby namówienia mnie na takie zmiany. Mija dzień, ale nie tak jakoś. Jakiś taki uśmiechnięty chodze i udaje, że pisze służbowe smsy. Wieczór. Tu nie bede nic opowiadał. Napisze tylko, że zdarza sie czasem, że orientuje sie dopiero rano, że jest rano i to wcale nie dlatego, że sie nudziłem. oj nie. Podsumowując... albo nie. reasumujac - fajnie jest. Genialnie wręcz. Kropka. melgaer 2009-07-07 12:34:18 skomentuj (1) Aha. ... melgaer 2008-08-25 09:14:51 skomentuj (2) . . melgaer 2006-11-10 23:51:37 skomentuj (4) existentia et amor Czlowiek... Całą wiecznosc nie istniał Cała wiecznosc istniał nie bedzie Pojawia sie. Na krótką chwile, która w kontekscie nieskonczonosci nieistnienia subtelnie tylko odroznia sie od nicosci- graniczy z zerem. Pojawia sie na tą krótką chwile... i przez tą krótką chwilę Bycia- zamiast sie nim cieszyc ... czasem chce uciekac, a zawsze ma wątpliwosci, narzeka. Zamiast pobłogosławić... Nie spieszczie sie tak. Wszystko sie skonczy szybciej niz myslimy. Szybciej, niz sobie wyobrazamy. Bezwzglednie. A to co dostajemy - to skarb najwiekszy. To WSZYSTKO co mamy. Więc nie narzekajmy. To powyzej to taka tylko luzno rzucona mysl. Ot co. Nic wiecej. ---------------------------------------- "Milosc bywa okrutna, szczegolnie w stosunku do niekochanych" To nie milosc jest okrutna. Okrutni sa Ci niekochani. Gdy niekochany widzi szczesliwa pare i twierdzi, ze kocha jedna z tych osob. To byc moze i tak jest... Gdy niekochany stara sie zniszczyc obecne szczescie* ukochanej przez siebie osoby tylko po to, by samemu z nia byc - i stac sie szczesliwym- to juz egoizm. To "Kocham Cie, bo Cie potrzebuje". Gdy niekochany widzi, ze jego ukochana jest szczesliwa z kims innym i cieszy sie z tego powodu... To to jest Milosc. Idealityczna... fakt, ale naprwade piękna (i naprawde sie zdarza) "Potrzebuje Cie, bo Cie kocham" - no coz. Nie poszczescilo mu sie. Takie zycie. Tylko, ze to wlasnie to taki on potrafi kochac. Jesli do tego czlowiek ten jest odpowiednio "poskladany" to swoje szczescie pewnie gdzies i kiedys znajdzie.... o ile nie jest idealistą-ROMANTYKIEM. Wtedy pozostaje kapliczka. Idealizm? Oczywiscie ze tak:) A co! Ale jesli ktos z takim podejsciem kiedys pokocha ze wzajemnoscia osobe o podobnym podejsciu... to beda naprawde szczesliwi...... byc moze:) *mowa tu o udanym zwiazku. Nie o toksycznych jego odmianach. melgaer 2006-03-26 23:24:36 skomentuj (3) Fatum Fatum, los, przeznaczenie... Istnieje? Jest? Tak? Ile to razy spotykamy osobe, której wieki nie widzielismy... i zastanawiamy sie czy to przeznaczenie. Moze nawet spotykamy osobę, o której wlasnie myslelismy.. a jestesmy po przeciwnej stronie globu niz zazwyczaj.. Ileż to razy patrząc na ukochaną/ukochanego zastanawiamy sie, czy nasze pierwsze widzenie było nam przeznaczone... Tak.. pięknie to brzmi. Byliśmy sobie przeznaczeni... a to co robilismy i myslelismy nie ma, lub ma male znaczenie. Tak sie mialo stac... hm. A teraz... zastanówmy sie... Ile razy idac ulica myslelismy o kims i go nie spotkalismy? Ile krótkich, ledwo zauwazalnych lub wrecz niezauważalnych mysli o innych nam "przed oczyma przebiega"? Myśli, które gdy kogoś spotkamy nagle wrzucamy na pierwszy plan i LOS trafia nas jak grom z jasnego nieba... Ilu "starych znajomych" codziennie NIE spotykamy? Ile myśli w ogóle jednego dnia przebiega przez nasza świadomość? Przeciez zapamietujemy i zwracamy uwage na te dla nas wazne.. Mnóstwo. Całe mnóstwo. Zwracamy uwage na te przypadki, zdarzenia losowe... aby znalezc w tym okrutnym materialnym świecie jakąś magie...cos PONAD ten znany nam świat..lub po prostu by najprostszym sposobem to wyjasnic. Miłość. Gdy sobie pomyślimy, ze gdyby nie fakt ze wylala sie na nas kawa rano...a co za tym idzie nie spoznilibysmy sie na wazny egzamin... a co dalej za tym idzie nie poszlibysmy zalamani na piwo... i tam nie spotkali ukochanej... To myślimy jedno - To było nam przeznaczone. Taki zbieg okolicznosci jest niemozliwy! Ha! A teraz zastanówmy się... jakim niesamowitym zbiegiem okolicznosci jest to, ze akurat teraz jemy batonika "czakuś"- gdyby nie fakt, ze tydzien temu zapomnielismy o imprezie - to bysmy nie zostali w domu. Zostalismy w domu i zjedlismy kolacje... otrulismy sie pożadnie... tak ze przez tydzien nie bedziemy mogli jesc nic specjalnego. Po tygodniowej kuracji wracamy do codziennego zycia. Przypadkiem zahaczamy do sklepu i kupujemy rzekomego "czakusia"... no tak.. przeznaczenie? Dlaczego tego zdarzenia nikt przeznaczeniem nie nazwie? Bo jest nieistotne? Pewnie tak. Zgodze się z tym, ze przeznaczenie kieruje naszym życiem... ale pod jednym warunkiem- że przeznaczeniem nazwiemy koniunkcje"przypadkowych okoliczności mających miejsce" i "naszych decyzji, naszej woli" - ale to całkowicie zmienia znaczenie tego słowa. A wlasnie... Co z tą Wolą? Jesli przyjac powyzszą propozycje rozumienia wyrazenia "przeznaczenie" to jestesmy calkowicie wolnymi jednostkami, z calkowicie wolną wolą... Jednostkami, które reagują na zdarzenia mające miejsce dookoła ich według wlasnego widzimisie. Zdarzenia te z kolei wynikają z decyzji (woli) innych, lub reakcji jednego bytu na drugi (przyjaciele-filozofowie, wybaczcie mi uzycie terminu "bytu" o takim znaczeniu:P). Czyż nie? Wszystko jest ciągiem przyczynowo-skutkowym... I gdy złożoność tego ciągu przerata nas, nasze pojęcie... to nazywamy je .. losem, fatum, przeznaczeniem. Moim skromnym zdaniem... człowiek sam kieruje wlasnym losem... oczywiscie czynniki zewnetrze bardzo na to zycie wpływają... ale nie decydują o nim ostatecznie-zawsze jest jakis wybór.. Z kolei czynniki zewnetrzne tez nie sa niewyjasnione... Przeznaczenie, los... nadaje sie do poezji, lub do uzycia w takim znaczeniu jakie opisalem.... nie do usprawiedliwiania siebie, czy stwarzania magicznych, romatycznych atmosfer. Romantyzmu szukajmy w miłości samej... "Magii" - o tym juz pisałem osatntio. Czegoś PONAD ten świat - w filozofii (musiałem, po prostu musiałem z taka propaganda wyjechac;d;d;d) Życie jest w NASZYCH rękach... bo to jest NASZE życie. Specjalne pozdrowienia dla Nimm(za temat), N'avoie (za liczne rozmowy na ten temat dawno dawno temu) i Szołtysa (za motywowanie do napisania czegos tu:D) PS. Zapraszam do dyskusji - to powyzej to tylko moje podejscie do sprawy... melgaer 2006-03-18 03:17:09 skomentuj (1) Sentimentum Wspomnienia Są częścią człowieka O niektórych chcemy zapomnieć Po co? Przeciez są częścią nas Są NAMI w pewnym sensie... O innych marzymy by znów stały się rzeczywistością Po co? Przeciez to jest przeszłość, piękna, ale przeszłość. Na doświadczeniu z całego zycia budować nowe, lub Oderwac sie od nich wszystkich i stworzyć cos zupełnie innego. Inne zycie. Tak tez mozna, ale nie o tym mialem ... Często człowiek, nieistotne w jakim wieku, im starszy tym bardziej to odczuwa, myśli: "jakie to były cudowne czasy, jak tylko poczuje ten zapach to od razu mi sie tamte chwile przypominają. Jak to było cudowne. Nie to co teraz. Teraz... teraz są zapachy, które tylko przypominają, lub nie niosą ze sobą zadnych uczuc. Juz nie ma tej magii zycia. Teraz sa tylko "powtórki z rozrywki". Tak... Tylko one". Ale to nie jest prawda. Pomyślmy kiedy po raz pierwszy tak pomyśleliśmy? Dawno temu? A ile jest zapachów, dźwięków czy obrazów, które były potem... a mimo to tez je tak wspominamy? Duzo? My po prostu zazwyczaj nie doceniamy chwili obecnej. Jak dany zapach moze byc dla nas "magiczny", skoro on wlasnie TERAZ staje sie "magiczny"? To "teraz" bedziemy wspominac. Pomyslmy w jednej z waznych chwil... ze kiedys bedziemy ja wlasnie tak wspominac, "magicznie"... tak po prostu. "teraz" jest ta "magia" melgaer 2005-12-02 22:21:42 skomentuj (4) Aenigma Zycie Gdy jestesmy mali, wydaje nam sie, ze bedziemy zyli wiecznie Nie zdajemy sobie sprawy z jego skończoności. Moze wlasnie wtedy sie nie mylimy. Pozniej dorastamy, zdajemy sobie juz z tego sprawe, ale dalej myslimy jak wiele go przed nami zostalo Kilka lat pozniej zauwazamy jak szybko ten czas ucieka. Czasem jednak wydaje nam się, ze "czas tak powoli leci" Ale przemija, ten fakt jest niezmienny bez względu na jakiekolwiek czyny, czy próby. Wolniej lub szybciej, ale przemija. I nie znamy dnia ani godziny. To nie zmienia jednakze faktu ze bez wzgledu na to co w zyciu przezylismy czego sie nauczylismy co odczulismy zycie pozostaje pieknym cudem natury Pięknym w swej istocie Czy zycie nasze bylo usiane rozami bez kolcow, czy samymi kolcami... bylo, jest, bedzie piekne bo JEST. Niestety, zycie niektórych jest za krótkie A moze tylko nam sie tak wydaję... ---- pokazujmy jak bardzo kochamy kochanym jak bardzo lubimy lubianych bo moze braknac nam na to czasu - niektorzy z nich, z nas, tak szybko odchodzą ['] melgaer 2005-11-30 02:13:30 skomentuj (1) Vastatum Był ciepły wieczór...do człowieka w grafitowym płaszczu dosiadł się młody mężczyzna - w knajpie i tak nie było nikogo innego... a miał ochote z kimś porozmawiać... w końcu nie codziennie sie zrywa kontakt z kimś, kogo sie znało tyle lat... -czołem -witaj -można się dośiąść? -proszę bardzo... -hmmm.. napijesz się czegoś? -nie, dzięki, mam dość na dziś.... -ha, może jednak? -nie... czego chcesz młody człowieku -hmm, prawde mówiąc nie wyglądasz na wiele starszego... -nieważne, słucham Cię? -ehm? Przeciez nie prosiłem o wysłuchanie mnie... - jak nie? -... -dosiadłeś się przecież... -a... tak, masz racje... nie masz mi za złe, że mówię po imieniu? -to bez znaczenia -więc... no... -niech zgadnę... zagadałeś tak do mnie, bo sie zagubiłeś... gdzieś po drodze w biegu wydarzeń ostatnich dni, czy tygodni... -nie... -tak.. -skąd taka pewność?! -w innym wypadku nie przysiadł byś się do obcej osoby i nie próbował z nią "porozmawiać" -no dobrze... -To co, może jednak skusisz sie na jednego? -Nie... Posłuchaj... wystarczyło raz zapytać... nie, to nie. -przepraszam -nie przepraszaj, hmm, to mi przypomniało pęwną historię... -tak? -3 lata temu poznałem pewną dziewczynę na przyjeciu, pewien mężczyzna tak uparcie próbował jej kupić drinka, że po wścibsku wtrąciłem się sugerując, żeby dał spokój... O dziwo dzieczyna ta nie ochrzaniła mnie za wtrącanie, tylko uśmiechnęła się i podziękowała. Zaczęła się rozmowa na temat ten.. potem następny... i tak się poznaliśmy... -i? -pod koniec tej imprezy wymieniliśmy numery telefonu... pomyślałem, że nowa znajomość będzie miłą odmianą... Póżniej spotykaliśmy się kilka razy w tygodniu.. znajomość się wzmocniła, staliśmy sie sobie bliscy... póżniej przerodziła się w coś więcej... ale zresztą.. po co ja to mówie.. -mów proszę... przyda mi sie jakieś oderwianie od ... od... niewazne.. mów proszę -no dobrze... nasza znajomość ... stała się na tyle bliska, że ciężko nam było bez siebie wytrzymać... robiło się coraz bardziej gorąco... później nastapiło pare mniejszych kryzysów... ale potrawly tydzień-dwa... i znikneły całkowicie... mijał drugi rok naszego związku... przez osattnie 12 miesięcy nie kłóciliśmy się ani razu... wszystko było idealnie... -... -gdy minęły kolejne 2 miesiące tego stanu.... zacząłem się nudzić... stwierdziłem, że nic sie nie dzieje w moim życiu...że wszystko idzie tak gładko... że jest nudno.... -tak? - twarz rozmowcy wyraźnie posmutniała- co sie stało później -Później... później raz się pokłóciliśmy... potem drugi... o same mało istotne rzeczy.. wczesniej gorzej bywało... ale to były naprwadę drobnostki... Jednak mi wystarczyły, chyba jako wymówka dla samego siebie by zerwać.. by zerwać tak długi związek... Zostałem sam, cieszyłem się wolnością... po paru tygodniach poznałem piekną kobiętę... piękną, imteligentną, niesamowicie pogodną i ugodową... po prostu idealną... Była prawdziwym aniołem dla mnie... Jednak nie potrafiłem jej pocałować...objąć.... poczułem się jakbym.. nieważne... byłem cholernie przygnębiony. Ona starała się zrobić co w jej mocy aby mi pomóc... była wspaniała... ale dla mnie ... nie znaczyła wiele... Gdy pewnej nocy obudziłem się, obróciłem... zobaczyłem jej twarz... i rozpłakałem się... naprawdę rozpłakałem się jak baba.... -? -Marzyłem... Marzyłem, Śniłem o tym... że to bedzię ona... moja dawna ukochana... tak bardzo za nią tęskniłem... teraz życie było ciekawe, pełne przygód.... ale mimo to... byłem nieszczęśliwy... Chciałem do niej wrócić... ale nie mogłem... wiedziałem, że ona jest daleko... i że nie chce mnie widzieć... już nigdy... tak bardzo ją zraniłem. Zdałem sobie sprawę, że całkowicie nie doceniłem szczęścią, spokoju... i prawdziwej miłości... tej, o której mawią się "IDEA"... ona była właśnie tą IDEALNĄ... nie zauważyłem tego... nie zauważyłem tego, że tak wiele się działa dookoła NAS, bo było tak cudownie, że wszystkie drobne szczęścia i nieszczęścia nikły w blasku naszego uczucia... blasku, który mnie oślepił... bo tylko ślepiec może taki błąd popełnić ... Nie było odwrotu...Na początku odważnie i bez strachu szedłem do porzodu, by nie pozwolić losowi zabrać sobie szansy na szczęście...a potem jak kretyn, znów bez strachu... ale już nie odważnie, tylko idiotycznie wyrzekłem się tego co uzyskałem dzięki odwadze... To co było najważniejsze w moim życiu przeminęło... zniknęło na zawsze... NA ZAWSZE... NA ZAWSZE! Pubowy barman spojrzał na rozzłoszczonego męzczyznę i jego rozmówcę, zauważył, że człowiek, który słuchał... miał łzy w oczach... a potem wyszedł chwiejąc się na nogach... dziś zerwał ze swoją narzeczoną... był z tego tak dumny, że ostatezcnie i bez powrotu, który kusi wyrwał się z tych szponów jej troski i bezsensownej sielanki........był...... PS. To tylko takie coś... pisane o 3 w nocy... nie wiem czy sie trzyma kupy... To po prostu strumień myśli i wniosków... wszystkie postaci są fikcyjne:D....zbieżność.... mam nadzieje, że takowa nie zachodzi... to był tylko sen. Jesli komuś sie "przyda".. to cieszy mnie to bardzo... jeśli nie... to nie:) Dobranoc. melgaer 2005-11-12 03:10:24 skomentuj (2) esse Świat... Czyli to wszystko co JEST... Świat, czyli byt... bo byt JEST. Lecz czymze on jest? Owszem, ma swoje cechy, prawa etc... ale jaka jest jego istota? Istotą Bycia (naszego Swiata) jest Istnienie? Czy moze cos innego? Mozna sie odwolywac do teologii... ale czy to rozwieje wszystkie watpliwosci? Moze dla niektorych. Czasem jednak nawet wiara nie rozwiazuje wszystkich problemow - dzieki niej mozna zaryzykowc twierdzenie, ze po smierci czlowieka (tak wlasciwie to po koncu SWIATA i BYCIA tego poznanego tego czlowieka) jest COS. Roznie okreslanie, Tomasz wymyslil sobie tak, Duns Szkot tak, a Biskuk dawnych czasow Kartaginy inaczej. Wiec mamy juz rozwiazany problem bezsensownosci naszego istnienia: nie konczy sie totalnym zanikiem wszystkiego dla danej jednostki, daje wiecznosc... Ale wiecznosc przeraza rownie bardzo jak skonczonosc... Wyobrazmy sobie... hmm... niech bedzie cos milego... spacerowanie z ukochana przez park... przez.. WIECZNOSC... taki mile.. a ciezko, prawda? A teraz cos niemilego hmm? No. Wydaje sie, ze probuje na upartego udowodnic ze BYT nie ma sensu, ze nasze istnienie to smutek..blabalbal... Ale to nieprwada.... ja tylko pytam... A moze istotą Swiata jest Istnienie... ale tego co dalej, co wieczne czy skonczone... i tak (prawdopodobnie) nie pojmiemy dzieku zamartwianiu sie... Spojrzmy na to z innej strony... Juz samo zycie jest piekne... wszystko co nas otacza... wszystko... nawet walacy sie budynek... to ze JEST... jest piekne... a MY? A nasze losy sa (mi) nieznane... prawdopodobnie nigdy ich nie poznam... przynajmniej nigdy przed tym kulminacyjnym momentem.... Wiecznosc... zupelnie inna... nie taka gdzie bedziemy chodzic na piwo z kumplami...a moze boimy sie jej tylko dlatego ze tak ja sobie wyobrazamy...? inaczej przeciez nie potrafimy.. bo do czego sie mamy odwolac? nie wyobrazimy sobie czegos, do czego nie mamy chocby najmniejszego odwolania z naszej rzeczywistosci... Byt to jest to co jest.... jak mawial Parmenides... ale mawial tez ze niebytu NIE MA.... Wielka Tajemnica naszego(?) Swiata... Piekna Tajemnica No i stracilem watek.... W kazdym razie... Zycie jest piekne... a jakze ciekawe.. nieprawdaz? Doceniam to... Pozdrawiam. melgaer 2005-11-04 01:38:11 skomentuj (1) |
kontakt gg: 1716179 Sophia Mastema Albae Saevitia Kera Lotya N'Avoie |